KSIĄŻKI, KTÓRE POLECAM (LUB NIE)

Wśród książek, które przeczytałam w ostatnich miesiącach, pojawiło się kilka takich, które z różnych względów mogłyby Was zainteresować. Każda na swój sposób. Jedna dotyczy języka, jedna krytycznego myślenia i stereotypów, kolejna jest włoskiej autorki i jej akcja rozgrywa się we Włoszech, a dzięki ostatniej zaczęłam uczyć się duńskiego!

Po lekturze dajcie znać, czy czytaliście już poniższe pozycje i jakie są Wasze wrażenia! A jeśli nie, napiszcie, która Was najbardziej inspiruje :)

Through the language glass: Why the world looks different in other languages

Guy Deutscher

Miałam na ten tytuł chrapkę od kilku lat i wreszcie w tym roku zażyczyłam sobie go w ramach prezentu urodzinowego. I zapewniam, że będzie to doskonały prezent dla każdego językowego freaka! Ale nie tylko. Choć jest to pozycja z dziedziny językoznawstwa i porusza temat wzajemnego oddziaływania między językiem, jakim mówimy, a sposobem, w jaki myślimy, to jest napisana w tak przystępny i przyjemny sposób, że w ramach ciekawostki może przypaść do gustu również osobom nie interesującym/zajmującym się na co dzień językami.

Nie brakuje w niej humoru i dystansu.

Niestety jest dostępna tylko w języku angielskim.

Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą

Hans Rosling

Jak wspomniałam we wstępie, książki, jakie wybrałam do tego zestawienia, to nie przypadkowe pozycje, które ostatnio mi się nawinęły. Starałam się wybrać tytuły mające jakiś związek z tematyką bloga. Factfulness uwzględniłam ze względu na mój cykl włoskich aktualności Dzieje się we Włoszech. Niejednokrotnie w ciągu ponad trzech lat, od kiedy go tworzę, zetknęłam się w mediach z, nazwijmy to eufemistycznie, niedociągnięciami w kontekście rzetelności w przekazywaniu informacji…

Od zawsze wiadomo, że „telewizja kłamie”, ale praca nad tym cyklem uświadomiła mi, jak ciężko o obiektywny, rzetelny ogląd sytuacji. Niewykonalnym byłoby weryfikować źródła źródeł każdej pojedynczej informacji, jaka spływa do nas z mediów, dlatego tym bardziej warto mieć świadomość, jakimi mechanizmami kierują się media i jakimi mechanizmami kieruje się nasz umysł. Factfulness to taki podręcznik do krytycznego myślenia. Pokazuje, jak świadomie i rzetelnie interpretować otaczający nas świat i informacje, jakie do nas docierają, oraz jak wystrzegać się błędów w myśleniu, mających swoje źródło w zakorzenionych w nas pierwotnych instynktach.

Oto, co we wstępie pisze sam autor:

„(…) chcę zmienić sposób myślenia ludzi, ukoić ich irracjonalne lęki i skierować ich energię na konstruktywne działania. (…) Nauczę cię, jak rozpoznawać pesymistyczne historie, i dostarczę ci narzędzi krytycznego myślenia, dzięki którym zdołasz kontrolować swoje dramatyczne instynkty.”

Książkę kupiłam w ciemno, bo spodobał mi się tytuł. Gdy już znalazła się w moich rękach i zaczęłam czytać wstęp, odniosłam wrażenie, że może to być dosyć angażująca, mało „relaksacyjna” lektura. Okazało się jednak, że czyta się ją bardzo lekko i przyjemnie. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to miewałam momentami poczucie, że jest trochę chaotyczna.

Genialna przyjaciółka

Elena Ferrante

Długo się ociągałam, zanim zabrałam się za przeczytanie słynnej Genialnej przyjaciółki. Wynikało to z faktu, że wolę kupować nowe niż wypożyczać książki, ale książki we Włoszech są strasznie drogie (jeden tom ok. 18 euro) i miałam opór przed tą inwestycją, biorąc pod uwagę fakt, że to nie pojedyncza historia, ale początek całej sagi. A że jeśli mam taką możliwość, to wolę czytać książki w oryginale, więc nie zdecydowałam się na zakup polskiego tłumaczenia.

Wreszcie jednak postanowiłam wypożyczyć pierwszy tom z biblioteki i… dobrze, że nie zainwestowałam w nią pieniędzy.

Wiem, że Genialna przyjaciółka spotkała się ze świetnym odbiorem, że mnóstwo osób sobie ją chwali, ale mnie wcale szczególnie nie przypadła do gustu. Nie miałam poczucia, że nie chcę, żeby historia się skończyła, ani że nie mogę się oderwać. Nie wciągnęła mnie tak, jak się spodziewałam. Chwilami wręcz budziła we mnie niepokój.

Oto krótki opis fabuły dla tych z Was (pewnie nielicznych – a może się mylę?), którzy jeszcze nie mieli styczności ani z książką, ani z serialem nakręconym na jej podstawie. Z portalu Lubimy czytać.

Dziedzictwo rodu Poldarków

Winston Graham

Inna saga, w której z kolei jestem maksymalnie zakochana, to Dziedzictwo rodziny Poldarków. Mimo że obejrzałam już cały serial na niej oparty, to i tak z przyjemnością czytam tom za tomem. Bardzo mnie to odpręża.

Saga liczy 12 tomów. Ja obecnie jestem na czwartym. Akcja pierwszych siedmiu rozgrywa się pod koniec XVIII wieku, w Kornwalii. Oto, jak rozpoczyna się pierwsza część (opis z portalu Lubimy czytać):

Te powieści nie mają nic wspólnego z Włochami ani językiem włoskim, ale gdy się nad tym dobrze zastanowiłam, to wyszło na to, że dzięki nim zaczęłam uczyć się duńskiego! Oglądając serial bardzo spodobały mi się kornwalijskie widoki i zamarzyło mi się, by pojechać tam na wakacje. Ale dojazd drogą wodno-lądową (mój chłopak nie lata samolotem) okazał się za bardzo skomplikowany. Przypadkiem jednak trafiłam na zdjęcia z Bornholmu, które trochę przypominały mi pejzaż znany z serialu i ostatecznie popłynęliśmy na Bornholm. Po tym wyjeździe właśnie zamarzyła mi się nauka duńskiego!

Uwielbiam i serial, i książki. Język książek nie należy do najłatwiejszych, więc nieszczególnie polecam je w ramach nauki włoskiego (no chyba, że na poziomie zaawansowanym). Serial na pewno będzie bardziej przystępny. Polecam gorąco. Postacie są niezwykle głębokie, niebanalne, nieoczywiste. Gra aktorska genialna!

Swoją drogą, zaczęłam już czytać i kompletować sagę po włosku, ale jak zobaczyłam, ile w kosztują te książki w Polsce w porównaniu do Włoch, to aż zaniemówiłam… W Polsce kupimy trzy tomy za tyle, ile we Włoszech kosztuje PÓŁ jednego!