DZIEJE SIĘ WE WŁOSZECH – #45

Ten odcinek moich comiesięcznych podsumowań włoskich aktualności jest szczególnie istotny z punktu widzenia osób uczących się języka włoskiego, ponieważ we wrześniu doszło do głośnego sfałszowania egzaminu CELI przez egzaminatorów z Uniwersytetu dla Obcokrajowców w Perugii. W konsekwencji tego egzaminu mówi się o pewnych zmianach w związku z samym egzaminem. Przyznam, że jako lektorka języka włoskiego, czuję się tym wydarzeniem zniesmaczona i jest mi poniekąd wstyd.

W odcinku poza tym nowiny koronawirusowe i kilka innych wiadomości.

1. KORONAWIRUS – AKTUALNOŚCI

Przez cały wrzesień dzienny przyrost nowych zakażeń oscylował między 1000-1900 dziennie. Ani razu nie przekroczył 2000. W połowie miesiąca otwarte zostały jednak szkoły, co dało efekt w postaci znacznego wzrostu nowych dziennych zakażeń. Pierwszego października liczba ta po raz pierwszy przekroczyła 2000 i od tego czasu stopniowo rośnie. Począwszy od 9 października to około 5000 nowych przypadków dziennie. Tydzień później przyrost zakażeń zaczął oscylować wokół 10 tysięcy. Należy jednak mieć na uwadze, że Włosi wykonują średnio mniej więcej 100-150 tysięcy testów dziennie, czyli pięć razy tyle, co w Polsce. Stosunek zachorowań do wykonanych wymazów to we Włoszech ok. 5%, a w Polsce mniej więcej 15%.

Liczba dziennych zgonów w ciągu ostatnich tygodni to około 20-70 dziennie.

Od 8 października powrócił nakaz noszenia maseczek również na świeżym powietrzu. Z nakazu zwolnione są dzieci do 6 roku życia, osoby uprawiające sport oraz osoby ze schorzeniami „niekompatybilnymi” z noszeniem maseczki. Za brak maseczki grozi mandat w wysokości 400-1000 euro.

W połowie października wprowadzonych zostało też kilka dodatkowych ograniczeń:

  • Lokale typu restauracje, pizzerie, bary itp. mogą być otwarte od 5:00 do godz. 24:00, ale od godziny 18 wzwyż można być obsługiwanym tylko przy stoliku (a nie, jak to dosyć powszechnie spotykane we Włoszech, przy ladzie). Przy stoliku nie może siedzieć łącznie więcej niż 6 osób!
  • W weselach, komuniach, pogrzebach itp. może uczestniczyć maksymalnie 30 osób.
  • Nie zabrania się dostępu do miejsc kultu, ale między wiernymi musi być możliwość zachowania przynajmniej metrowej odległości.
  • Ograniczenia odnośnie liczby widzów podczas wydarzeń sportowych – można wypełnić obiekt w 15%, ale jednocześnie w obiekcie zamkniętym nie może znajdować się więcej, niż 200 osób, a w obiekcie otwartym więcej niż 1000. Ograniczenia 200-1000 dotyczą również innych miejsc, takich jak teatry, sale koncertowe, sale kinowe itp.
  • Na razie pozostają otwarte siłownie, baseny. Od 18 października mają tydzień, na przystosowanie się do protokołów sanitarnych. W przeciwnym razie zostaną zamknięte. Zakazuje się uprawiania sportów kontaktowych na poziomie amatorskim.
  • Zakaz organizowania imprez, zarówno w przestrzeniach zamkniętych, jak i otwartych.
  • Szkoły pozostają otwarte, ale nie można organizować wycieczek szkolnych.
  • W dekrecie również silnie zaleca się, by nie organizować w domach spotkań, w których uczestniczyłoby więcej niż 6 osób niezamieszkujących danego gospodarstwa domowego.

Najnowszy dekret obowiązuje na razie do 21 listopada.

Nie ma mowy o zamykaniu granic. Obecnie od przyjezdnych z Polski nie wymaga się testów, pod warunkiem, że przed przyjazdem do Włoch nie przebywali w Hiszpanii, Francji, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii lub w Czechach. Jadąc do Włoch z kraju znajdującego się na liście wysokiego ryzyka, na 72 godziny przed przyjazdem należy wykonać test. Można wykonać go też na terenie Włoch w ciągu 48 godzin od przyjazdu, ale do tego czasu należy się autoodizolować.

Znalazłam w ogóle taką fajną stronkę rządową z prostym formularzem, który można wypełnić w przypadku wątpliwości co do tego, na jakich zasadach możemy wjechać do Włoch. Trzeba podać (anonimowo) kilka krótkich informacji (np. ostatnie kraje pobytu) i na koniec wyjdą odpowiednie wytyczne, którymi należy się kierować. Formularz jest dostępny po włosku i po angielsku. Oto ona: Info Covid – Viaggiare sicuri


2. REFERENDUM

20 i 21 września odbyło się we Włoszech ogólnokrajowe referendum w kwestii redukcji liczby parlamentarzystów. Zgodnie z obowiązującą konstytucją obecnie we włoskim parlamencie zasiada 630 posłów i 315 senatorów, a także (obecnie) 6 tzw. dożywotnich senatorów (senatore a vita). Dożywotnim senatorem staje się każdy żyjący były prezydent Włoch, a także szczególnie zasłużeni obywatele, mianowani przez głowę państwa (każdy prezydent może mianować pięciu takich senatorów – jednym z nich jest na przykład słynny architekt Renzo Piano, który zaprojektował nowy most w Genui – pisałam o tym w zeszłym miesiącu).

W referendum Włosi mieli zdecydować, czy obniżyć te liczby do 400 posłów i 200 senatorów, oraz do maksymalnie pięciu dożywotnich senatorów jednocześnie.

Oto, jak przedstawiają się wyniki referendum:

Głosy na Sì to głosy za zmianą konstytucji, czyli za redukcją liczby parlamentarzystów. Frekwencja wyniosła 53,84%.

Referendum pierwotnie miało się odbyć 29 marca, ale zostało przełożone ze względu na pandemię.


3. ŚMIERĆ WILLY’EGO

Na początku września Włochami wstrząsnęła sprawa czarnoskórego 21-latka Willy’ego Monteiro Duarte, który został pobity na śmierć przez grupę czterech dwudziestolatków znanych i szerzących postrach w okolicy (w miasteczku Colleferro, pod Rzymem). Chłopak w nocy z 5 na 6 września spacerował po centrum miasteczka wraz z grupą znajomych, gdy zauważył swojego dawnego kolegę z klasy w kłopotach. Chłopak był popychany przez swojego rówieśnika. Willy postanowił pomóc koledze i stanął między nim, a agresorem, którego udało się na chwilę oddalić. Ten jednak zaraz wyciągnął telefon i po kilku minutach pojawili się na miejscu pozostali trzej członkowie bandy. Willy’emu nie udało się uciec, został pobity i skopany na śmierć.

Sparaliżowani strachem przechodnie wezwali służby porządkowe, spisali też model i numer rejestracyjny samochodu, którym odjechali przestępcy. Niedługo potem zostali zatrzymani pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci (omicidio preterintenzionale). Otrzymawszy wyniki sekcji zwłok prokuratura zmieniła jednak zarzut z nieumyślnego spowodowania śmierci na morderstwo z błahych powodów (omicidio volontario aggravato dai futili motivi).

À propos tego tragicznego wydarzenia warto wspomnieć o poście niejakiego Manlia Germana, który na Facebooku wyraził radość i podziw dla „bohaterów”, którzy pozbyli się „tego szympansa”. Jak można się domyślać, był to profil fejkowy. 23-letni autor posta obeznany w świecie informatyki myślał, że jest bezkarny, bo poza fałszywym profilem łączył się z internetem z florenckiego hotelu za pomocą zagranicznych dostawców internetu, uciekając się też do technik anonimizacji śladów cyfrowych. Policji jednak udało się wytropić żartownisia, który ryzykuje teraz 8 lat pozbawienia wolności za podżeganie do przestępstwa o podłożu rasowym (istigazione a delinquere aggravata dall’odio razziale). Zależało mi, by wspomnieć o tym elemencie sprawy, bo niestety chyba każdy z nas dostrzega, że niektórym osobom wydaje się, że są w internecie bezkarne i anonimowe. Że mogą obrażać innych, bo mają fałszywe dane i przypadkowy obrazek jako zdjęcie profilowe. Jak widać, nie są.“Niech ta barbarzyńska i niesprawiedliwa śmierć nie pójdą w zapomnienie” (TVN 24)


4. AFERA W SZKOLE

Niedługo po otwarciu włoskich szkół w jednym z rzymskich liceów rozpętała się afera wcale nie związana z koronawirusem. A przynajmniej nie na pierwszy – nomen omen – rzut oka.

Wicedyrektorka szkoły miałaby zwrócić się do kilku uczennic, rekomendując im, by nie zakładały do szkoły krótkich spódniczek, bo mógłby na nie paść wzrok nauczycieli. Nie mogłam znaleźć dobrego tłumaczenia dla włoskiego wyrażenia, o którym mowa i które brzmi „cade l’occhio” (dosł. opada oko), ale myślę, że sens jest zrozumiały.

W Internecie i mediach zawrzało, a grupa uczennic w akcie protestu poszła do szkoły właśnie w krótkich spodenkach i spódniczkach. Ich hasłem przewodnim stało się zdanie „To nie nasza wina, że im wzrok pada”. Sprawa stała się na tyle głośna, że sama ministra edukacji postanowiła zbadać, co się stało.

Ostatecznie jednak, jak oznajmiły same uczennice i uczniowie rzymskiego liceum, okazało się, że cała sytuacja to wynik nieszczęśliwego nieporozumienia. Wicedyrektorka szkoły (w konsekwencji uwag zgłoszonych przez nauczycieli, ale i nauczycielki) miałaby tak naprawdę poradzić uczennicom, by przynajmniej dopóki nie pojawią się w szkołach nowe ławki, unikały zakładania spódniczek, bo ciężko wysiedzieć cały dzień na podłodze w „ułożonej” pozycji, więc lepiej po prostu inaczej się ubrać (według jednej z wersji) albo, jeśli mają na sobie spódniczki, by siedziały w sposób ułożony (według drugiej wersji). Wszyscy jednak koniec końców okazali się zgodni wobec wartości, którymi cechuje się liceum, wśród których znajduje się też sprzeciw wobec seksizmu i dyskryminacji.

We wstępie do tej informacji wspomniałam, że tylko na pozór nie ma ona nic wspólnego z koronawirusem, ale tak naprawdę cała afera wynikła z braku ławek i faktu, że uczniowie muszą siedzieć na podłodze. Wiele szkół nieprzystosowanych do norm antycovidowych nakazujących zachowanie dystansu w klasach zamówiło bowiem ławki jednoosobowe. Nie do wszystkich szkół jednak ławki zdołały dotrzeć przed rozpoczęciem roku szkolnego.


5. SKANDAL NA UNIWERSYTECIE DLA OBCOKRAJOWCÓW W PERUGII

I na koniec niechlubna afera z udziałem… Uniwersytetu dla Obcokrajowców w Perugii. Uczelni, która przeprowadza egzaminy na jeden z najpopularniejszych certyfikatów poświadczających znajomość języka włoskiego (CELI) i na której marzyłam kiedyś studiować.

Oto, co się wydarzyło.

Jest taki urugwajski piłkarz, Luis Suarez. Mimo że jego żona i dzieci mają włoskie obywatelstwo, to jemu (do niedawna) nie było ono potrzebne i nie zawracał sobie głowy, by załatwić tę formalność. Sytuacja się zmieniła, gdy piłkarzem zainteresowała się włoska drużyna z Turynu, Juventus. Według zasad panujących w najwyższej włoskiej lidze piłkarskiej (Serie A) w jednej drużynie nie mogą grać więcej niż dwaj piłkarze spoza Unii Europejskiej. A Juventus już ten limit wyczerpał. Zatem jeśli Suarez chciał mieć jakiekolwiek szanse, by podpisać kontrakt z drużyną, musiał najpierw przyjąć włoskie obywatelstwo. Tak się jednak pechowo złożyło, że od 2018 nie wystarczy być mężem/żoną Włoszki/Włocha, ale trzeba też mieć poświadczoną znajomość języka włoskiego przynajmniej na poziomie B1. Piłkarz podszedł więc do egzaminu CELI w Perugii, który zdał.

Problem w tym, że Suarez mówi po włosku na poziomie… „Kali być, Kali mieć”. Tak wynika ze śledztwa prowadzonego przez policję, która podsłuchała rozmowy między pracownikami Uniwersytetu w Perugii (w tym jego rektorki). Z nagrań wynika, że egzamin był po prostu ustawiony, że Suarez mówi bezokolicznikami, że poinformowano go, jakie pytania dostanie na egzaminie, bo musiał zdać za wszelką cenę. Nie można go było przecież pozbawić pensji w wysokości 10 milionów euro rocznie (od klubu piłkarskiego) tylko dlatego, że nie ma poziomu B1.

Włoska policja poinformowała o rozpoczęciu śledztwa w tej sprawie. W jego ramach przesłuchani mają zostać egzaminatorzy Suareza, a wśród podejrzewanych przestępstw wymienia się m.in. ujawnienie tajemnicy państwowej czy poświadczenie nieprawdy w dokumentach urzędowych.

To nie tak, że służby zainteresowały się Uniwersytetem nagle, ze względu na egzamin piłkarza. O pewnych „niedociągnięciach” mowa była już w ubiegłym roku. Wśród nich podejrzana 3-milionowa dziura w budżecie, spadek zapisów, a mimo tego zatrudnianie kolejnych profesorów (dla porównania, analogiczny uniwersytet w Sienie ma dwa razy więcej studentów i o połowę mniej wykładowców), generalnie, nazwijmy to, niejasności administracyjnie.

Sprawa egzaminu Suareza wpłynie prawdopodobnie również na część z Was. Na tych, którzy mają w planach podejść do egzaminu na certyfikat z języka włoskiego. Włoski minister szkolnictwa wyższego zarządził bowiem powstanie rady, która ma zająć się uporządkowaniem kwestii związanych z egzaminami z języka włoskiego jako obcego według zasad i celów wykazanych w Europejskim Systemie Opisu Kształcenia Językowego.

Pojawił się również pomysł monitorowania jakości przeprowadzonych egzaminów.

Na koniec jednak nutka humorystyczna. Suarezowi tej afery nie odpuściły bowiem internety, stał się on bohaterem wielu memów, a najtrafniejszy z nich opiera się swoją drogą na grze słów, a właściwie na podwójnym znaczeniu czasownika ‘masticare’. ‘Masticare’ to dosłownie ‘gryźć, przeżuwać’, ale gdy używa się go w odniesieniu do języka, oznacza, że ktoś mówi w tym języku jako tako, ledwo sobie radzi. Zdanie ‘mastica l’italiano’ będzie więc oznaczało, że ktoś mówi łamaną włoszczyzną. Dokładnie tak, jak Suarez. Ale można interpretować je również bardziej fizycznie, że ktoś ‘gryzie Włocha’. Dokładnie tak, jak… Suarez! Podczas meczu mistrzostw świata Urugwaj-Włochy w 2014 Luis Suarez naprawdę ugryzł włoskiego piłkarza Giorgia Chielliniego (i nie był to pierwszy tego typu incydent w jego karierze). Włosi zatem trafnie stwierdzili, że tak naprawdę Suarez mastica l’italiano dal 2014 ;-).