PO COŚ TY MNIE TU ZABRAŁA? CZYLI CZY WARTO JECHAĆ DO ASYŻU

Po coś ty mnie tu zabrała? To słowa mojego taty podczas wycieczki do Asyżu, w trakcie jego pierwszego pobytu we Włoszech. Och, nie było w tym pytaniu najmniejszej nuty goryczy czy rozczarowania. No, może troszkę. Goryczy, że ma za niską emeryturę, żeby się do Asyżu przeprowadzić na stałe.

Czytaj dalej PO COŚ TY MNIE TU ZABRAŁA? CZYLI CZY WARTO JECHAĆ DO ASYŻU

SPELLO – MIASTO KWIATÓW I GWIAZD… HOLLYWOODU

Są we Włoszech takie miejsca, w których atmosferę tego kraju możemy przeżywać bardziej osobiście, bardziej intymnie, niż w innych. Są takie miejsca, w których możemy w spokoju nawdychać się historii, nasycić pięknem, po prostu nacieszyć włoskością… Miejsca zaznaczone na mapie malutkimi punkcikami, których podpisy przeciętnemu turyście niewiele mówią.

Czytaj dalej SPELLO – MIASTO KWIATÓW I GWIAZD… HOLLYWOODU

ŚWIĄTECZNY PRZEPIS NA PASTA DOLCE

Przepis, który chcę Wam dziś zaproponować to jeden z typowych deserów, które spożywa się w Umbrii w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Jego wymyślna nazwa, „pasta dolce”, oznacza po prostu „makaron na słodko”. No bo chyba nie sądziliście, że w kraju, w którym makaron jest podstawowym składnikiem diety każdego obywatela, nie istnieje jego słodka wersja? To tak, jakby w Polsce nie było deseru na bazie ziemniaków. No dobra, może i takiego nie ma, ale to jedynie jeszcze dobitniej świadczy o tym, jak Włosi są sfiksowani na punkcie swojej sztandarowej potrawy narodowej. Albo o tym, że często najlepsze potrawy powstają wcale nie na skutek główkowania i studiowania tysięcy kombinacji i technik kulinarnych, a są raczej wypadkową potrzeb i możliwości. I tak, nie istniały niegdyś te wszystkie pakowane ciastka, cukiernie robiące wypieki na zamówienie, kokosowe wiórki i cukrowe kwiatki z supermarketu. Nie istniały nawet supermarkety. I w tych czasach, kiedy nie istniały supermarkety, co mógł zrobić przy świętach taki umbryjski Włoch? Gotował makaron, dorzucał trochę orzechów, trochę suszonych owoców i deser gotowy.

Dzisiejszy przepis to oczywiście ewolucja tej pierwotnej wersji. W zależności od miasta istnieje również wiele jej wariantów. Ja podaję Wam tę, ktrórą przygotowuje się w Terni.

Źródło: babcia mojego chłopaka.

 

UWAGA! Ze składników w takich ilościach, jakie podaję, wyjdzie ogromna micha tego dania, na przynajmniej 10 porcji.

SKŁADNIKI

– 500 gr krótkiego makaronu (z dosyć szerokim otworem, aby dobrze się tam mógł wcisnąć farsz), np. righatoni czy maccheroni; my użyliśmy mezze maniche rigate

– 100 gr gorzkiej czekolady

– 150 gr słodkiego kakao

– 500 gr czerstwego chleba

– 500 gr orzechów (waga bez łupinek); 100 gr orzechów można wymienić na migdały

– 100 gr cukru

– likier alkermes, ilość na oko i na smak (można ewentualnie zastąpić miodem, ale nie szalejcie wtedy z cukrem, bo może wyjść za słodkie)

– 1 cytryna

– 1 płaska łyżeczka gałki muszkatałowej

– 1 płaska łyżeczka cynamonu

img_6202

PRZYGOTOWANIE

  1. Czerstwy chleb zmiksować na okruchy, ale niezbyt małe (klasyczna bułka tarta się do tego nie nadaje!). Mnie więcej takie, jak na zdjęciu.chleb
  2. Czekoladę zetrzeć na tarce.
  3. Orzechy rozdrobnić na mniejsze kawałeczki, ale nie na całkowitą miazgę.
  4. Zetrzeć skórkę z cytryny.
  5. Wymieszać w misce okruszki chleba, kakao, czekoladę, orzechy, cukier, troszkę likieru, skórkę z cytryny i przyprawy. Odłożyć 1/3 tego mixu do osobnej miski.
  6. W lekko osolonej wodzie ugotować „na miękko” makaron (prawie do rozgotowania) i dobrze odcedzić.
  7. Jeszcze ciepły makaron wymieszać z większą ilością dodatków, trochę delikatnie ucisnąć, a następnie pokryć całość pozostałymi dodatkami i polać likierem.
  8. Podawać po ochłodzeniu.

pasta1

pasta2

***

A Wy macie jakieś swoje ulubione słodkie włoskie przysmaki?

[popup_manager id=”1″]

SPEKTAKL NATURY CZYLI FIORITURA DI CASTELLUCCIO DI NORCIA

Między końcem maja a połową lipca płaskowyż wokół umbryjskiego miasteczka Castelluccio di Norcia pokrywa się kolorowymi dywanami kwiatów. Ten spektakl natury zwany jest Fioriturą, kwitnieniem. Tysiące gencjan, maków, narcyzów, fiołków, złotogłowów, kwiatów soczewicy i wielu, wielu innych rozlewa się na zielonych połaciach barwiąc je wszystkimi kolorami tęczy, od żółci do czerwieni, od fioletu po biel.

Czytaj dalej SPEKTAKL NATURY CZYLI FIORITURA DI CASTELLUCCIO DI NORCIA

CANTAMAGGIO, CZYLI JAK WŁOCHY WITAJĄ WIOSNĘ

Kolorowe wozy przemierzające ulice miasta to domena włoskiego karnawału. Ale nie tylko. Kwieciste, symboliczne platformy to również jeden ze sposobów, w jakie obchodzony jest tak zwany calendimaggio czy cantar maggio, czyli powitanie wiosny, „opiewanie maja”. Te uroczyste obchody nadejścia nowej pory roku odprawiane są głównie w środkowo-północnej części Włoch już od czasów starożytnych, kiedy to Etruskowie, Celtowie oraz Ligurowie świętowali nadejście wiosny, lata i zimy, a także przesilenia, równonoce i różnego rodzaju momenty ważne dla świata rolniczego.

Czytaj dalej CANTAMAGGIO, CZYLI JAK WŁOCHY WITAJĄ WIOSNĘ

MOJE MIASTO TERNI

Długo się zastanawiałam nad tematem pierwszego posta. Co prawda, mój blog ma być poświęcony przede wszystkim nauce języka włoskiego, ale nie chciałam Was od samego początku zanudzać gramatyką… Postanowiłam więc opisać Terni, moje aktualne włoskie miejsce zamieszkania. Myślę, że dzięki temu w jakimś stopniu przybliżę Wam nie tylko moją osobę, ale również miasto, o którym większość z Was pewnie nie słyszała. Czytaj dalej MOJE MIASTO TERNI