O MNIE

Mam na imię Ala i mam kota. Choć już dawno temu przejadło mi się to powiedzonko, to jednak prawda jest też taka, że kota mam. Na punkcie Włoch. Chociaż przeszło mi trochę, od kiedy zaczęłam korzystać z usług włoskiej poczty.

Moja miłość narodziła się, gdy jako 12-latka po raz pierwszy pojechałam do Włoch, choć kontakt z językiem włoskim miewałam już wcześniej. Zaczęło się od japońskich bajek na Polonii 1 importowanych z Włoch (przez wiele lat myślałam, że aiuto! to po japońsku i nadal zresztą uważam, że trochę tak brzmi) i od maskotki Simby z Króla Lwa, którą moja kuzynka dostała od swojej przyszywanej cioci z Włoch. Jak się nacisnęło tego Simbę na łapę, brzuch lub ogon zaczynał gadać coś po włosku. Próbowałam wtedy naśladować to, co słyszałam. Zapamiętałam, że po naciśnięciu na brzuch pojawiało się coś w stylu haha, ivaisolitico. Oczywiście to nic nie znaczy, ale po latach, kiedy już poznałam język włoski, domyśliłam się, że skoro mówił tak po naciśnięciu na brzuch i przy tym się zaśmiewał, to może chodziło o mi fai il solletico, czyli “łaskoczesz mnie”.

A już tak na poważnie moja przygoda z włoskim zaczęła się, kiedy miałam 16 lat. Wtedy po raz pierwszy pojechałam z moją przyjaciółką odwiedzić jej mamę, która mieszkała we Florencji. Uznałyśmy, że fajnie byłoby coś umieć powiedzieć w tym języku, tak że zaczęłyśmy uczyć się same. Do dziś pamiętam miejsce i moment, w którym po raz pierwszy kupiłam po włosku bilety na autobus.

Później spędziłyśmy takie wakacje jeszcze dwa razy, a moja miłość do Włoch rosła coraz bardziej. Cały czas uczyłam się włoskiego sama. W każdej wolnej chwili. W drodze na zajęcia dodatkowe, na przerwach w szkole (a czasem nawet podczas lekcji). Zmuszałam koleżanki, żeby przepytywały mnie ze słówek. Jednak wakacje wakacjami, miałam świadomość, że życie codzienne we Włoszech może nie być takie fascynujące. Chciałam to sprawdzić. Postanowiłam więc, że po liceum zrobię sobie gap year jako au pair we Włoszech. Tak też się stało i podczas tego 7-miesięcznego pobytu zrobiłam og-rom-ny postęp w nauce. Po powrocie do Polski poszłam na studia – już nie widziałam dla siebie innego kierunku niż filologia włoska, którą ukończyłam na Uniwersytetcie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

W międzyczasie poznałam swojego obecnego chłopaka (Włocha), tak że po ukończeniu licencjatu (w czasie którego byłam też na Erasmusie, naturalnie we Włoszech, w cudownym miasteczku Urbino) na magisterkę pojechałam do Włoch. Studiowałam na rzymskim uniwersytecie La Sapienza na kierunku Scienze linguistiche, letterarie e della traduzione (Nauki językoznawcze, literackie i translatorskie) i obroniłam się na najlepszą możliwą ocenę z wyróżnieniem (110 e lode). Tak, zawsze byłam kujonem.

Moje kujoństwo się opłaciło, bo z okazji moich wyników w nauce fundacja zajmująca się współpracą między Włochami a Stanami Zjednoczonymi (Fondazione Italia Usa) zasponsorowała mi oraz 999 innym studentom studia podyplomowe na kierunku Global marketing, Comunicazione & Made in Italy.

W międzyczasie odbyłam też staż w Ambasadzie RP w Rzymie oraz w Zagranicznym Ośrodku Polskiej Organizacji Turystycznej, również w Rzymie, z którym do dziś zdarza mi się współpracować.

Prywatnie charakteryzuję się sucharskim poczuciem humoru i lubię Minionki.

Jeśli chcesz poznać mnie lepiej, zajrzyj na mój Instagram!

W dowolnej sprawie możesz kontaktować się ze mną mailowo: kontakt@wloskionline.pl

Alla prossima!

Shopping Cart
Przewiń do góry