RELACJA Z WYJAZDU DO PARKU NARODOWEGO GRAN SASSO (ABRUZJA) – DZIEŃ I

Park Narodowy Gran Sasso we Włoszech Abruzja

W tej części opisuję:

  • przeboje z rezerwacją noclegu
  • nasz punkt wypadowy (lokalizacja i wrażenia z B&B)
  • pierwszą wycieczkę po Parku Narodowym Gran Sasso i Monti della Laga (w środkowych Włoszech)
  • pierwszą kolację

Swoją relację potraktowałam dosyć praktycznie. Znajdziecie w niej dużo konkretów, adresy, ceny, kluczowe informacje. Ale postanowiłam dodać też część bardziej emocjonalną. Kilka dni po powrocie usiadłam sobie na tarasie i spisałam ręcznie, na papierze swoje wrażenia na gorąco. Szczegóły niekoniecznie istotne, ale które z różnych powodów utkwiły mi w pamięci. Postanowiłam wzbogacić wpis o te moje osobiste spostrzeżenia. Rozpoznacie je po kursywie i tytule Z pamiętnika. To notatki, które stworzyłam dla siebie, więc możecie spodziewać się w nich skrótów myślowych i wstawek po włosku. Nie chciałam jednak za wiele zmieniać w oryginale i w dużym stopniu zostawiłam je w pierwotnej formie. Jestem bardzo ciekawa, czy taki styl relacji przypadnie wam do gustu, czy też bardziej zależy wam na konkretach i suchych faktach. Dajcie, proszę, znać w komentarzach!

Przygoda

Zaczęło się od “przygód”. Na tydzień przed wyjazdem o mało nie wzięły w łeb wszystkie moje plany wyjazdowe. Przypadkiem odkryłam, że nasza rezerwacja na Bookingu została anulowana. Na tydzień przed wyjazdem, u szczytu szczytu sezonu, w miejscowości liczącej 500 mieszkańców.

Ciśnienie skoczyło w górę, ale na szczęście udało mi się zarezerwować pokój w tym samym miejscu od nowa (co uważam za duży sukces, jako że cała struktura liczy sobie “aż” 3 pokoje). Dodam, że wina leżała całkowicie po mojej strony. W sposób zupełnie do mnie niepodobny odłożyłam całą organizację na ostatnią chwilę i nie przywiązałam zbyt dużej wagi do zasad płatności. Za pewnik wzięłam, że skoro nie zapłaciłam z góry, to będę to mogła zrobić na miejscu. A tu lipa. Okazało się, że mieli mi ściągnąć kasę z karty 7 dni przed wyjazdem. A że nie miałam wystarczających środków, to rezerwację anulowano. I tak, wysyłali 2 maile z przypomnieniem, tyle że nie sprawdzałam akurat poczty. Cóż, mam nauczkę.

Dojazd

Celem naszego krótkiego wypadu był Park Narodowy Gran Sasso i Monti della Laga położony w środkowych Włoszech. Jako punkt wypadowy wybrałam maleńkie miasteczko już na terenie parku, Camarda w regionie Abruzja. Z Rzymu to około 1,5 h drogi samochodem (130 km). Takim też środkiem transportu radziłabym poruszać się po okolicy. Teoretycznie istnieją jakieś połączenia publiczne między stolicą regionu – miastem L’Aquila – i Camardą, ale poruszanie się komunikacją miejską będzie nas tu z pewnością w dużym stopniu ograniczać.

Bliżej niż z Rzymu będziemy mieć do tego miejsca z Pescary (ok. 100 km), miasta na wschodnim wybrzeżu Włoch, do której dolecimy Ryanairem z Warszawy i Krakowa. Camarda to bardzo dobry punkt wypadowy. Znajduje się 6 km od miejscowości Fonte Cerreto, z której odjeżdża kolejka linowa (la funivia) na Campo Imperatore, malowniczy płaskowyż o powierzchni 75 km kwadratowych na wysokości ok. 1800 m n.p.m. Górny przystanek kolejki znajduje się konkretnie przy Piazzale di Campo Imperatore na wysokości 2130 m. Stamtąd zimą można zjeżdżać na nartach, a podczas ciepłej pory roku to punkt startowy wielu szlaków. Sami nie skorzystaliśmy z kolejki, ale z tego, co udało mi się ustalić w Internecie, koszt biletu tam i z powrotem to 15 euro.

Campo Imperatore Abruzja Włochy
W XIII wieku Fryderyk II Hohenstauf, Święty Cesarz Rzymski, nadał temu obszarowi miano “campo imperiale”. Dziś jego oficjalna nazwa to Campo Imperatore, ale bywa też zwany Małym Tybetem. Jego historia jest związana także z innym “imperatorem”, Benitem Mussolinim. Po sprzymierzeniu się Włoch z aliantami Mussoliniego uwięziono w hotelu przy stacji kolejki linowej na wysokości 2130 m. Skąd zresztą bezkrwawo został uwoniony przez niemieckich komandosów. W Fonte Cerreto, przy dolnym przystanku kolejki można nabyć różne “historyczne” pamiątki z wizerunkiem Mussoliniego. Nie wydaje mi się jednak, by kupował je ktokolwiek poza sympatykami ekstremalnej prawicy…

Na plac, w ciepłej połowie roku, można dojechać też samochodem. Znajduje się tam duży parking (płatny 4 euro za dzień dla samochodu i podobno 2 euro dla motocyklu), choć w sierpniowy weekend i tak musieliśmy zostawić samochód wzdłuż ulicy. Do Piazzale di Campo Imperatore z Camardy droga (ok. 30 km) trwa niecałą godzinę.

Parking na Piazzale di Campo Imperatore Abruzja Włochy
Parking na Piazzale di Campo Imperatore. Możliwość dojazdu aż tutaj samochodem to kij, który jak każdy, ma dwa końce. Z jednej strony każdy ma możliwość zobaczyć te miejsca na własne oczy, ale z drugiej trudno się tu odciąć od cywilizacji spacerując po górach z widokiem na autostradę czy parking.

Pierwsza wycieczka – Campo Imperatore – Pizzo Cefalone

Z pamiętnika:

Bóle głowy na wysokościach. Łyse góry. Skały. Zero drzew. Żółta, sucha trawa. Perplessa. Zbyt blisko cywilizacji. Ludzi jak nad Morskim Okiem.

Chłód górskiego wiatru i piekące słońce. Wysoko, wyżej niż Kasprowy, a wydaje się niżej. Przeszkadza mi widok na parking i autostradę. Fiatone. Gwałtowna zmiana wysokości, problemy z oddychaniem, brak kondycji. Zapomniałam kijków. Brak miejsca na parkingu. Toaleta w kiepskim stanie, chyba nikt o nią nie dba.

Pasą się krowy, konie i owce. Psy pilnują. Pełna zwierzęca samowolka.

Krowy w Parku Narodowym Gran Sasso Włochy

Pierwszego dnia wyjazdu, bezpośrednio z Terni udaliśmy się właśnie na plac. Stamtąd ruszyliśmy szlakiem w kierunki szczytu Pizzo Cefalone (2533 m n.p.m.). To dziesiąty pod względem wysokości szczyt masywu górskiego Gran Sasso. Z placu Campo Imperatore można się tam dostać na 2 sposoby. Albo wejść szlakiem w górę do schroniska Duca degli Abruzzi (na wysokości 2388 m n.p.m., to niecała godzinka drogi) i dalej granią kolejną godzinkę do przełęczy La Portella (Passo della Portella). Po drodze zalicza się szczyt Monte Portella na wysokości 2385 m.n.p.m. Od przełęczy La Portella do Pizzo Cefalone to kolejna godzinka drogi. Druga opcja to szlak od obserwatorium zboczem lekko pod górę aż do Passo della Portella (około 1,5 h drogi) i dalej tak samo, jak w przypadku pierwszej opcji.

Fragment mapy Gran Sasso wydawnictwa Technopress Edizioni (2018)
Fragment mapy Gran Sasso wydawnictwa Technopress Edizioni (2018) Trasa Campo Imperatore – Pizzo Cefalone

Opis trasy po włosku: TUTAJ

Przełęcz Passo della Portella Gran Sasso Abruzja Włochy
Passo della Portella

My wybraliśmy opcję drugą. Choć teoretycznie mieliśmy zamiar „wspiąć się” na Pizzo Cefalone, ostatecznie dotarliśmy do Passo della Portella i stamtąd zawróciliśmy tą samą drogą. Nie był to jakoś szczególnie wymagający szlak, ale nasza kondycja pozostawiała wiele do życzenia, a przede wszystkim Gianluca (mój chłopak) miał od jakiegoś czasu problem ze stopą i nie chcieliśmy ryzykować, że nasze wakacje rozpoczną się i zakończą pierwszego dnia. „Normalna”, przeciętnie wysportowana osoba, powinna sobie jednak spokojnie poradzić.

Trasa na Pizzo Cefalone z Campo Imperatore Gran Sasso Abruzja Włochy
U góry: początek trasy na Pizzo Cefalone i widok na górny przystanek kolejki linowej.
Na dole: Obserwatorium astronomiczne na Campo Imperatore i trasa na Pizzo Cefalone.
Pizzo Cefalone Gran Sasso Abruzja Włochy
Widok na szczyt Pizzo Cefalone
Trasa na Pizzo Cefalone
Po prawej widok na Pizzo Cefalone, po lewej na ulicę w oddali…

Nocleg

Z pamiętnika:

Zjeżdżamy do naszego miasteczka (żałuję trochę, że go nie zwiedziłam od środka, choć chyba nie bardzo było co zwiedzać). 500 mieszkańców, jakieś 500 metrów długości, zawalone budynki po trzęsieniu ziemi w 2009. Scaricaticcio. Orzeźwiający plusk fontanienki. Złota godzina. Czekamy, by nas wpuszczono. Bezpańskie (albo wielopańskie) duże psy. Przyjaźnie nastawione.

Po zakończeniu wycieczki mieliśmy się wreszcie przekonać, czy nasz B&B rzeczywiście istnieje. Zawsze gdy jadę w nowe miejsce mam bowiem takie schizy, że zostałam oszukana i hotel, który zarezerwowałam to hotel-widmo. Na szczęście i tym razem koszmar się nie ziścił. B&B Luxury Home istnieje i ma się dobrze, nawet jeśli Google Maps sytuuje go w zupełnie innym miejscu niż rzeczywiście się znajduje. Gdyby jednak naszła was ochota w tym miejscu się zatrzymać, to się nie zrażajcie, bo znajdziecie je wzdłuż głównej ulicy w miasteczku Camarda (miasteczko rozciąga się na około pół kilometra, więc wiele szukania nie będzie…). Nawet jeśli jest ono tak malutkie, że Google nie uwzględnia nawet nazw jego uliczek. Warto jednak dać znać wcześniej właścicielom, o której się będzie, by w przeciwieństwie do nas nie czekać pół godziny przed wejściem, aż ktoś przyjedzie, wpuści nas do środka i dostawi łóżko do pokoju…

Pomimo pewnego początkowego chaosu nasza „noclegownia” zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Bardzo spodobał mi się styl tej struktury, wykończonej w kamieniu, eleganckiej (choć bez przesady) i nowoczesnej zarazem. W recenzjach, które czytałam na Tripadvisorze ludzie trochę narzekali na niewielką powierzchnię pokoju, ale szczerze mówiąc ja zupełnie nie odczułam, by był on jakoś szczególnie mały. Bywałam w mniejszych. W pokoju była lodówka, a w łazience suszarka do włosów. Na placyku pod pensjonatem jest też fontanienka, z której można nabrać chłodnej wody.

B&B Luxury Home Camarda Abruzja Włochy
B&B Luxury Home, Camarda

Na śniadanie (wliczone w cenę pokoju – 110 euro/noc za pokój 3-osobowy) chodziliśmy do baru zaraz obok (Bar Cavalcante). W takich wypadkach zwykle w ramach śniadania przewidziana jest kawa i ciastko, ale można poprosić też o coś na słono. W niedziele śniadania podawane są podobno do pokoju, ale my się akurat na ten luksus nie załapaliśmy, bo przyjechaliśmy w niedzielę po południu. Może się też okazać, że do kolejnego sezonu kwestia śniadań ulegnie zmianie, ponieważ pod wynajmowanymi pokojami miała we wrześniu zostać otwarta trattoria należąca do tych samych właścicieli.

Kolacja

Z pamiętnika:

Rezerwuję stolik w pobliskim miasteczku, chyba jeszcze mniejszym. Odnoszę wrażenie, że Abruzzesi to mili ludzie, choć do tej pory rozmawiałam tylko z 3-4.

Przyjeżdżamy na kolację za wcześnie (19:45, serwują od 20:00). Spacerujemy po miasteczku. Jeszcze więcej psów i zachód słońca. Szykuje się jakaś lokalna impreza. Jeden z psów zaczyna za nami łazić, tylko dlatego, że został pogłaskany. Idziemy na kolację. Bardzo duży wybór bardzo taniego jedzenia. Jak się później okazuje, również bardzo dobrego. Lokal „senza fronzoli”. Obsługa też, ale miła i sprawna. Atmosfera niczym w schronisku górskim. Wycieczkowicze ubrani na sportowo lub w uniformach motocyklowych. Przed wyjściem zaklepujemy stolik na kolejny dzień. Nie wiem, czy to górskie powietrze czy atmosfera, ale wyjątkowo dobrze znoszę wino.

Filetto, Abruzja, Włochy
Filetto

Oczywiście skrupulatnie przygotowałam się pod kątem gastronomicznym i przed wyjazdem sporządziłam listę tanich i polecanych jadłodajni w okolicy. Na pierwszą kolację udaliśmy się do oddalonej o 5 km innej równie malutkiej miejscowości Filetto. Do miejsca o nazwie Bar Trattoria Marcocci. Cieszy się ono sporą popularnością, więc rezerwacja jak najbardziej wskazana. Jedzenie było bardzo dobre (boskie sery!) i śmiesznie tanie. Za kolację dla 3 osób w postaci dwóch przystawek, trzech porcji makaronu, dwóch dań mięsnych, porcji sałatki, trzech deserów, trzech kaw, litra wina i litra wody zapłaciliśmy łącznie 53,70 euro. Dla porównania tyle mniej więcej kosztuje kolacja u mnie w mieście (które też do drogich nie należy) dla dwóch osób i to z mniejszą ilością jedzenia.

Kolacja w Bar Trattoria Marcocci Filetto
U góry: talerz serów i arrosticini – szaszłyki jagnięce. To regionalny przysmak, który znajdziemy w niemal każdym lokalu w Abruzji. Na dole: makaron domowej roboty i deser w postaci tarty z ricottą i… pietruszką!

Tak minął nam pierwszy dzień wyjazdu. Ale na tym nasze wakacje się nie skończyły! Dlatego wkrótce możecie spodziewać się kolejnych dwóch części relacji.

Jestem też nieziemsko ciekawa, czy podoba się wam taki sposób przekazu podróżniczych informacji. Będę ogromnie wdzięczna, jeśli podzielicie się wrażeniami w komentarzach!

A presto! ;-)