MOJE ULUBIONE WŁOSKIE POWIEDZENIA I PRZYSŁOWIA

Włoskie przysłowia i powiedzenia

Poniżej opisuję swoje ulubione włoskie przysłowia i powiedzenia. Jest ich około dziesięciu. Dlaczego to właśnie one znalazły się na liście? Niektóre dlatego, że niosą za sobą przekaz, który do mnie trafia. Inne po prostu fajnie brzmią i wpadły mi w ucho. Kolejność, w jakiej je opisuję, jest zupełnie przypadkowa.

Przy każdym powiedzeniu podaję jego dosłowne tłumaczenie oraz polski odpowiednik, jeśli taki istnieje i jest mi znany. Opisuję również, co tak naprawdę oznacza i w jakim kontekście się go używa.

Po przeczytaniu wpisu dajcie znać w komentarzu, czy znaliście poniższe przysłowia i które Wam się najbardziej podobają. A może Wasi ulubieńcy nie znaleźli się na liście?


Siamo/stiamo ancora a carissimo amico. – dosł. Jesteśmy wciąż przy „najdroższy przyjacielu”.

To powiedzenie oznacza, że jesteśmy dopiero na początku jakiejś czynności, jakiegoś zadania. Że mamy jeszcze wiele do zrobienia. Bierze się ono od tradycji pisania listów, które zaczyna się właśnie najczęściej od zwrotu caro/carissmo… Po zapisaniu zwrotu do adresata czeka nas jeszcze długa droga, nim list będzie gotowy. Powiedzenie, które w języku polskim ma podobne znaczenie, to „być w proszku”.

Poznałam ten zwrot, ponieważ tak mówi do mnie czasem brat mojego chłopaka, kiedy mamy gdzieś w trójkę wyjść, a ja jeszcze nie jestem gotowa ;-).

Uwaga! Powiedzenie to jest raczej regionalne, znane w Rzymie i okolicach. Może się zdarzyć, że Włochom z innych części kraju będzie ono obce.


Siamo (arrivati) alla frutta. – dosł. Jesteśmy przy owocach. / Doszliśmy do owoców.

To powiedzenie, z kolei, odwołuje się do tradycji spożywania posiłków we Włoszech. Pełny włoski obiad czy kolacja obejmują przystawkę, pierwsze danie (zwykle makaron), drugie danie, dodatki (warzyw), deser i na końcu owoce (po nich jest już tylko kawa i jakiś likier „na trawienie”). Owoce są tu więc symbolem skrajności, kresu, limitu. Dlatego powiedzenia siamo (arrivati) alla frutta użyjemy, gdy uznamy, że jakaś sytuacja osiągnęła limit absurdu, że już gorzej być nie może. Często sformułowanie to pada w kontekście krytyki polityków. Jeśli poszukacie sobie na Instagramie hashtag #siamoallafrutta, znajdziecie wiele zdjęć, odnoszących się właśnie do świata polityki, tak jak na przykład poniższe, przedstawiające burmistrza Mediolanu, który (według napisu na zdjęciu) miałby obwiniać o smog w mieście również pizzerie z piecami opalanymi drewnem.

I jeszcze inny przykład, mówiony, w kontekście. To przypadkowo znaleziona wypowiedź 11-chłopaczka, jak się okazuje włoskiego youtubera z 321 tysiącami subów.

View this post on Instagram

Mi sono rotto, basta!

A post shared by Il Biondo Matty Official🦔 (@ilbiondomattyofficial07) on

Myślę, że w niektórych sytuacjach dobrym polskim odpowiednikiem dla niego będzie „to już szczyt”.

Essere alla frutta może też oznaczać bycie u kresu sił, bycie wyczerpanym albo po prostu kończenie czegoś.


Parenti serpenti… – dosł. Krewni-węże…

To powiedzonko dosyć mocno mnie bawi, choć jego przekaz w żadnym razie nie jest pozytywny. Odwołuje się do przykrego faktu, że czasem nawet najbliższa rodzina – czyli osoby, które powinny właśnie najbardziej nas wspierać, kochać i szanować – zachowują się jak najgorsze sukinkoty. Czy też węże/żmije.

Przygotowując ten wpis odkryłam, że parenti serpenti to część dłuższego przysłowia, do którego należy też znany mi już wcześniej rym fratelli coltelli (dosł. bracia-noże), który do tej pory uważałam za osobny byt. Pełna wersja powiedzenia to Parenti serpenti, cugini assassini, fratelli coltelli. Cugini assassini – czyli dosłownie „kuzyni mordercy” rozbawili mnie jeszcze bardziej.

Myślę, że polskie powiedzenie „Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach” ma dosyć podobne znaczenie.


Tra moglie e marito non mettere il dito. – dosł. Między żonę a męża nie wkładać/nie wkładaj palca. 

Mądrość ludowa, która mówi o tym, żeby nie wtrącać się w sprawy innych par, ponieważ tylko przysłowiowi „mąż i żona” wiedzą, co tak naprawdę się między nimi dzieje. Osoba z zewnątrz nigdy nie będzie znała wszystkich faktów czy układów między daną parą i tym samym nie może mieć pełnego oglądu sytuacji. Więc nie powinna się mądrzyć czy wtrącać. Zwłaszcza nieproszona.

Lubię to przysłowie, ponieważ zdecydowanie zgadzam się z jego przesłaniem.

Nie kojarzę, żeby w języku polskim istniał jakikolwiek odpowiednik. Dajcie znać, jeśli coś przychodzi Wam do głowy.


Tra il dire e il fare (c’è di mezzo il mare). – dosł. Między mówieniem, a robieniem jest morze.

Druga część znajduje się w nawiasie, ponieważ często wymawia się tylko pierwszą, zawieszając głos.

Przekaz tego powiedzenia jest chyba dosyć jasny. Co innego coś zadeklarować, co innego doprowadzić to do skutku. Też bardzo prawdziwe.

Jedyny polski możliwy odpowiednik, jaki udało mi się znaleźć to „Od słowa do czynu daleka droga”, ale chyba nie jest on tak powszechny, jak we włoskim,


La classe non è acqua. – dosł. Klasa to nie woda.

Powiedzenie to oznacza, że klasa (styl) i umiejętność odpowiedniego zachowania się nie jest czymś powszechnym, oczywistym i ogólnodostępnym, jak woda.

Z tych niewielu informacji, które udało mi się znaleźć w Internecie wynika, że powiedzenia używa się jako dowód uznania, gdy ktoś tę klasę posiada. Gdy okaże swoją brawurę czy godną podziwu postawę. W poniższej recenzji autor użył tego zwrotu w tytule. Recenzja jest bardzo pozytywna.

Mnie się jednak wydaje, że używa się tego powiedzenia również w odwrotnej sytuacji – gdy chcemy skrytykować czyjeś niewłaściwe, prostackie zachowanie. Na zasadzie takiego „co poradzić… klasy nie kupisz…”. Lubię je właśnie dlatego, że pozwala elegancko wyrazić swoją dezaprobatę czy niesmak.


Patti chiari, amicizia lunga. – dosł. Jasne zasady, długa przyjaźń.

Kolejne bardzo mądre i prawdziwe przysłowie. Wiele konfliktów i nieprzyjemnych, kwaśnych sytuacji bierze się bowiem z niedopowiedzeń i założeń, że druga strona – przyjaciółka, chłopak, kolega z pracy, szefowa, klient… – postrzegają różne kwestie dokładnie tak, jak my i są w stanie wyobrazić sobie, co czujemy. A przecież to, co oczywiste dla nas, nie musi być oczywiste dla drugiej osoby. 

Tę zasadę moim zdaniem warto stosować w każdym aspekcie życia. Myślę, że gdybyśmy w ogóle więcej ze sobą otwarcie rozmawiali, żyłoby nam się lepiej i uniknęlibyśmy wielu konfliktów.


Poca spesa, tanta resa. – dosł. Mały wydatek, duża korzyść.

Sympatyczne powiedzonko, za pomocą którego opiszemy coś, co nie kosztowało dużo, ale okazało się wydaje. Możemy powiedzieć tak na przykład o jakimś niskobudżetowym daniu, które jednak będzie smaczne i którym porządnie się najemy.

Można powiedzieć, że jego przeciwieństwem w pewnym sensie jest przysłowie:


È più la spesa che l’impresa. – dosł. Większy jest wydatek, niż interes.

Tak powiemy o jakimś przedsięwzięciu, które uznamy za zbyt kosztowne (pod względem finansów i/lub zaangażowania) w stosunku do korzyści, jakie mogłoby przynieść. Po prostu coś, co się nie opłaca. Trochę taka „gra nie warta świeczki” (choć we włoskim istnieje też konkretnie powiedzenie il gioco non vale la candela, które dosłownie odpowiada polskiej wersji).


Fidarsi è bene, non fidarsi è meglio. – dosł. Dobrze jest ufać, nie ufać jeszcze lepiej.

Stwierdzenie dosyć kontrowersyjne i przewrotne w swoim przekazie. Z jednej strony podkreśla wartość zaufania w życiu, ale z drugiej… No właśnie, pojawia się jakieś „ale”. Niby dobrze mieć zaufanie, czy to do partnera, czy przyjaciół, czy kolegów z pracy, ale… Warto mimo wszystko trzymać rękę na pulsie. Tyle że nie jest to już w wtedy pełnia zaufania, a raczej w ogóle nie jest to zaufanie, bo albo się komuś ufa, albo nie. Nie da się ufać na 70%, chyba. Lubię to przysłowie właśnie ze względu na jego przewrotność.


(Dare) tempo al tempo – dosł. Dać czasowi czas.

Powiedzenie o najgłębszym przekazie ze wszystkich tu przytoczonych. Dosyć znane chyba również w Polsce. Wierzę, że czas leczy rany, tylko trzeba pozwolić mu działać. Często nie jest to proste, bo w żaden sposób nie da się tego procesu przyspieszyć, ale mimo wszystko przekonanie to stanowi jakieś pocieszenie i daje nadzieję. To powiedzenie jest chyba moim najulubieńszym z ulubionych :-)