GIOVANNI FALCONE UMARŁ TYLKO RAZ

Dziś mijają dokładnie 24 lata od śmierci postaci, którą każdy miłośnik Włoch ma obowiązek znać. Giovanni Falcone, sędzia śledczy urodzony 18 maja 1939 w Palermo, zginął w wyniku zamachu bombowego wraz ze swoją żoną Francescą Morvillo oraz trzema członkami ochrony w Capaci 23 maja 1992. Egzekucję przeprowadziła na nim Cosa Nostra, sycylijska mafia, z którą wytrwale i skutecznie walczył, doskonale zdając sobie sprawę z grożącego niebezpieczeństwa. Jego najbliższym przyjacielem i współpracownikiem był Paolo Borsellino, który zdołał przeżyć zaledwie dwa miesiące dłużej… Zginął w zamachu w Palermo wraz z pięcioma ochroniarzami.

Giovanni Falcone

Giovanni Falcone

Giovanni Falcone to postać wyjątkowa. Jego zamiłowanie do walki ze złem narodziło się już w czasach dzieciństwa – jego

ulubioną książką byli „Trzej muszkieterowie” właśnie z racji swojego przesłania, według którego, łącząc siły, dobro może zwalczyć zło. Falcone pracę w wymiarze sprawiedliwości rozpoczął w latach 60-tych, po ukończeniu studiów prawniczych, ale jego walka z największym włoskim złem zaczęła się w 1980, kiedy powierzono mu dochodzenie i przygotowanie procesów czołowych sycylijskich mafiosów. Szefem Falcone był sędzia Rocco Chinnici (który trzy lata później miał zginąć w zamachu bombowym), a najbliższym współpracownikiem Paolo Borsellino.

Paolo Borsellino

Paolo Borsellino

Razem z jeszcze jednym sędzią tworzyli oni tak zwany „pool antimafia” – sztab, który w stu procentach poświęcał się walce z mafią (takie rozwiązanie miało zapobiec utraceniu rezultatów dochodzeń, które mogłoby nastąpić w wypadku śmierci sędziów niewspółpracujących ze sobą). Razem sędziowie odkryli kulisy walki klanów w Palermo rozpoczętej w 1981 roku, która przeszła do historii jako Wielka Wojna Klanów oraz zdobyli dowody istnienia w mafii tzw. trzeciego poziomu, czyli powiązań z wybitnymi uczestnikami życia politycznego i gospodarczego, którzy czerpią zyski ze współpracy ze zorganizowaną przestępczością i udzielają jej pomocy. Kamieniem milowym w pracy sztabu, który znacząco wpłynął na osiągnięcie powyższych sukcesów, był fakt odkrycia przez Falcone znaczenia operacji finansowych. Przepływ i pranie brudnych pieniędzy pozwoliło na dotarcie do niedostępnych wcześniej informacji oraz zdefiniowanie działalności mafii jako rodzaju przęstępczości zorganizowanej.

Wielkiej wagi dla śledztwa prowadzonego przez sztab antymafijny były również zeznania Tommasa Buscetty, tak zwanego „pentito”, czyli „skruszonego” mafiosa uzyskane 1984 roku. Zasługę uzyskania tych zeznań słusznie przypisuje się Giovanniemu Falcone. Wystarczy powiedzieć, że Buscetta był przez brazylijską policję poddawany torturom, wyrywano mu paznokcie, rażono prądem. I nic. Dopiero Falcone sprawił, że mafioso zdecydował się mówić. Jak to możliwe, że operujący jedynie słowem sędzia śledczy okazał się skuteczniejszy od brutalnej przemocy fizycznej? Otóż „asem w rękawie” Falcone była jego „swojskość”. Mimo że znajdowali się po przeciwnych stronach barykady, Buscetta uznał go najwidoczniej za „swojego” człowieka. „Człowieka honoru”, jak zwykli określać siebie mafiosi. Giovanni Falcone dorastał bowiem w Palermo, czyli tam, gdzie sycylijscy mafiosi. Dosłownie i w przenośni oddychał z nimi tym samym powietrzem. Z jednym z nich w dzieciństwie grał w ping-ponga. Znał i rozumiał ich reguły zachowania, ich „mafijny savoir-vivre”, który był swoistą adaptacją i interpretacją savoir-vivre’u sycylijskiego. Falcone wiedział co i jak powiedzieć. Potrafił okazać szacunek i tego samego wymagał od swoich rozmówców.

Podam przykład. Kiedyś sędzia udał się do Niemiec w celu przesłuchania pewnego bossa mafii. Ten zwrócił się do niego:

Panie Falcone…

Na co sędzia oburzony odparł:

Nie, nie, moment. To pan jest panem takim i takim. Ja jestem sędzia Falcone.

Mafioso przeprosił.

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że we Włoszech dobrze widziane jest zwracanie się do siebie tytułami: avvocato, ingenere, dottore… Ale o ile takie zachowanie we Włoszech jest „dobrze widziane”, na Sycylii (zwłaszcza w mafijnych kręgach) jest wręcz obowiązkowe. Nazwanie kogoś „panem” czy „panią” stanowi wyraz braku szacunku – oznaką, że uważamy daną osobę za zero, niezasługujące na żaden tytuł (stąd właśnie don Corleone, a nie signor Corleone)

Falcone znał więc i stosował ten swoisty mafijny kod. Jak mawiał: „Jeśli twój rozmówca nie zna twojego języka, ale ty znasz jego, z którego lepiej skorzystać, żeby zostać naprawdę zrozumianym?”.

Inny powodem, który sprawił, że mafiosi otwierali się przed Falcone, było jego człowieczeństwo. Mimo że zachowywał wobec nich dystans (nie przynosił Buscettcie sycylijskich ciastek cannoli, jak co niektórzy insynuowali), próbował wczuć się w ich sytuację i zrozumieć motywy ich postępowania.

Zeznania Buscetty sprawiły, że sztab antymafiny stał się dla Cosa Nostry jeszcze bardziej niebezpieczny. Po dwóch kolejnych zamachach (w 1985), których ofiarami padli tym razem policjanci, bliscy współpracownicy Falcone i Borsellino – Giuseppe Montana i Antonino Cassarà sędziowie śledczy ze względów bezpieczeństwa przenieśli się wraz z rodzinami do więzienia w Asinarze. Tu właśnie odbywały się przygotowania do tak zwanego maxiprocesso (maksiproces), który rozpoczął się 10 lutego 1986 i zakończył 16 grudnia 1987. Dlaczego określono go mianem maksiprocesu? Wystarczy spojrzeć na dane z tabelki (liczby podane w przybliżeniu):

LICZBA OSKARŻONYCH

500

STRONY AKTU OSKARŻENIA

8067

STRONY MATERIAŁU DOWODOWEGO

250 000

ŁĄCZNA LICZBA LAT KAR POZBAWIENIA WOLNOŚCI

2665

PRAWNICY REPREZENTUJĄCY STRONĘ OSKARŻAJĄCĄ

50

PRAWNICY REPREZENTUJĄCY OSKARŻONYCH

200

Był to największy proces sądowy w dziejach włoskiego wymiaru sprawiedliwości, a być może nawet całego świata.

Wydawało by się, że po tak wielkim sukcesie, zasługi Giovanniego Falcone zostaną docenione. Nic bardziej mylnego. Usunięto go w cień. Padł wręcz ofiarą oskarżeń i pomówień. Mimo trudności nie zaprzestał jednak walki ze swoim wrogiem numer jeden. A wróg nie zaprzestał walki z nim. 20 czerwca 1989 odbybył się na sędziego pierwszy zamach. Nieudany. Niecałe trzy lata później, 23 maja 1992 roku mafia dopięła jednak swego.

Dlaczego Giovanni Falcone i Paolo Borsellino świadomie oddali życie dla swojego kraju? Byli bowiem doskonale świadomi, że wcześniej czy później mafia wyrówna z nimi rachunki. Woleli jednak zaryzkować, bo woleli zginąć, niż żyć jak tchórze. Jak mawiał Paolo Borsellino za Williamem Shakespearem w sztuce Juliusz Cezar:

Chi ha paura muore ogni giorno. Chi non ha paura muore una volta sola.

W polskiej wersji sztuki (tłum. Leon Urlich) zdanie to brzmi: „Trwożliwy stokroć umiera przed śmiercią; Mężny raz tylko czuje śmierci gorycz”.

I rzeczywiście obaj umarli tylko raz, z podniesioną głową, jako bohaterowie.

***

Zainteresowanym życiem Giovanniego Falcone polecam dwuodcinkowy film produkcji telewizji Rai, który znajdziecie pod tym linkiem.

Bibliografia:

Giovanni Falcone, Marcelle Padovani, Cose di Cosa Nostra, Rizzoli, Milano 1993.

Giuseppe Ayala, Chi ha paura muore ogni giorno, Mondadori, Segrate 2009.

Umberto Santino, Breve storia della Mafia e dell’Antimafia, Di Girolamo Editore, Trapani 2008.