ŚWIAT DZIECI PO WŁOSKU

Z poniższego wpisu dowiecie się, jak powiedzieć w języku włoskim do dziecka, że czas na lulu, jak zapytać, czy zrobiło sobie „auka”, jak zrobić mu „a kuku!” (wiem, to dziwne, że to brzmi inaczej po włosku), a także o co mu chodzi, kiedy woła „mi scappa la pupù!” (jak się przekonacie z dalszej części wpisu, to bardzo ważne). Tak, jeśli ktoś z was wybiera się do Włoch jako au pair lub jeśli macie małych włoskich członków rodziny, to ten wpis jest dla Was. Sama większość z tych słówek przywsoiłam 8 lat temu, podczas 7 miesięcznej opieki nad włoskimi dzieciakami. Wiedziałam wtedy jak po włosku nazywa się Sknerus McKwacz, a o istnieniu congiuntivo nie miałam zielonego pojęcia. To były czasy!

Czytaj dalej ŚWIAT DZIECI PO WŁOSKU

DZIEJE SIĘ WE WŁOSZECH #1

Postanowiłam wykorzystać swoją strategiczną pozycję (czyli fakt zamieszkania we Włoszech) do stworzenia serii postów poświęconych włoskim aktualnościom. Niby każdy ma dostęp do tych informacji poprzez Internet czy telewizję, a o najważniejszych wydarzeniach często mówi się też w Polsce, ale wiadomo jak to jest, czasem trudno po prostu to wszystko ogarnąć, wyłowić kwintesencję.

Czytaj dalej DZIEJE SIĘ WE WŁOSZECH #1

PASSATO PROSSIMO I IMPERFETTO – KIEDY KTÓRY?

Passato prossimo czy Imperfetto? Niby łatwe, a jednak często przysparza nam, Polakom, problemów. Dziś postaram się wyjaśnić pewne niuanse między tymi czasami oraz przekonać Was, że ich rozróżnienie wcale nie jest takie trudne, jeśli tylko odpowiednio wczujemy się w sytuację. To do roboty.

Czytaj dalej PASSATO PROSSIMO I IMPERFETTO – KIEDY KTÓRY?

PAMIĘTNIK Z PODRÓŻY PO APULII: CZĘŚĆ III – MATTINATA

ALBEROBELLO – MATTINATA

Trzeciego dnia naszej podróży wyjechaliśmy z pięknego Alberobello do miejscowości Mattinata na półwyspie Gargano. Oczywiście przed naszym wyjazdem też musiało sobie popadać. Nie żebyśmy mieli zamiar jeszcze coś zwiedzać o 7 rano, ale, jako że czekała nas pięciogodzinna podróż, preferowaliśmy nie przebyć jej kompletnie przemoczeni. Choć do stacji kolejowej z hotelu nie było bardzo daleko, nieufni i bez większych nadziei, postanowiliśmy zapytać recepcjonistki, czy przypadkiem nie funkcjonują w okolicy jakieś taksówki.

Czytaj dalej PAMIĘTNIK Z PODRÓŻY PO APULII: CZĘŚĆ III – MATTINATA

BOŻE NARODZENIE WE WŁOSZECH

Kiedy podczas mojej pierwszej Wigilii we Włoszech na czerwonych plastikowych talerzykach zaserwowano mi szaszłyki z owoców morza, przeżyłam istny szok kulturowy. No bo jak to tak uroczysta kolacja na plastikowych talerzykach? Dobra, że czerwone, takie świąteczne i ten, ale plastikowe? No jak to tak? A przede wszystkim jak to tak bez opłatka, bez kolęd, bez sianka pod obrusem, bez ŚLEDZI?! No w głowie mi się to nie mieściło.

Czytaj dalej BOŻE NARODZENIE WE WŁOSZECH

ŚWIĄTECZNY PRZEPIS NA PASTA DOLCE

Przepis, który chcę Wam dziś zaproponować to jeden z typowych deserów, które spożywa się w Umbrii w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Jego wymyślna nazwa, „pasta dolce”, oznacza po prostu „makaron na słodko”. No bo chyba nie sądziliście, że w kraju, w którym makaron jest podstawowym składnikiem diety każdego obywatela, nie istnieje jego słodka wersja? To tak, jakby w Polsce nie było deseru na bazie ziemniaków. No dobra, może i takiego nie ma, ale to jedynie jeszcze dobitniej świadczy o tym, jak Włosi są sfiksowani na punkcie swojej sztandarowej potrawy narodowej. Albo o tym, że często najlepsze potrawy powstają wcale nie na skutek główkowania i studiowania tysięcy kombinacji i technik kulinarnych, a są raczej wypadkową potrzeb i możliwości. I tak, nie istniały niegdyś te wszystkie pakowane ciastka, cukiernie robiące wypieki na zamówienie, kokosowe wiórki i cukrowe kwiatki z supermarketu. Nie istniały nawet supermarkety. I w tych czasach, kiedy nie istniały supermarkety, co mógł zrobić przy świętach taki umbryjski Włoch? Gotował makaron, dorzucał trochę orzechów, trochę suszonych owoców i deser gotowy.

Dzisiejszy przepis to oczywiście ewolucja tej pierwotnej wersji. W zależności od miasta istnieje również wiele jej wariantów. Ja podaję Wam tę, ktrórą przygotowuje się w Terni.

Źródło: babcia mojego chłopaka.

 

UWAGA! Ze składników w takich ilościach, jakie podaję, wyjdzie ogromna micha tego dania, na przynajmniej 10 porcji.

SKŁADNIKI

– 500 gr krótkiego makaronu (z dosyć szerokim otworem, aby dobrze się tam mógł wcisnąć farsz), np. righatoni czy maccheroni; my użyliśmy mezze maniche rigate

– 100 gr gorzkiej czekolady

– 150 gr słodkiego kakao

– 500 gr czerstwego chleba

– 500 gr orzechów (waga bez łupinek); 100 gr orzechów można wymienić na migdały

– 100 gr cukru

– likier alkermes, ilość na oko i na smak (można ewentualnie zastąpić miodem, ale nie szalejcie wtedy z cukrem, bo może wyjść za słodkie)

– 1 cytryna

– 1 płaska łyżeczka gałki muszkatałowej

– 1 płaska łyżeczka cynamonu

img_6202

PRZYGOTOWANIE

  1. Czerstwy chleb zmiksować na okruchy, ale niezbyt małe (klasyczna bułka tarta się do tego nie nadaje!). Mnie więcej takie, jak na zdjęciu.chleb
  2. Czekoladę zetrzeć na tarce.
  3. Orzechy rozdrobnić na mniejsze kawałeczki, ale nie na całkowitą miazgę.
  4. Zetrzeć skórkę z cytryny.
  5. Wymieszać w misce okruszki chleba, kakao, czekoladę, orzechy, cukier, troszkę likieru, skórkę z cytryny i przyprawy. Odłożyć 1/3 tego mixu do osobnej miski.
  6. W lekko osolonej wodzie ugotować „na miękko” makaron (prawie do rozgotowania) i dobrze odcedzić.
  7. Jeszcze ciepły makaron wymieszać z większą ilością dodatków, trochę delikatnie ucisnąć, a następnie pokryć całość pozostałymi dodatkami i polać likierem.
  8. Podawać po ochłodzeniu.

pasta1

pasta2

***

A Wy macie jakieś swoje ulubione słodkie włoskie przysmaki?

[popup_manager id=”1″]

“I MEDICI – MASTERS OF FLORENCE” – RECENZJA SERIALU

Żeby było jasne. Nie ma dla mnie serialu lepszego niż The Walking Dead. Cokolwiek zaraz napiszę, tak było, jest i będzie. TWD forever in my <3. Ale mimo to, niektóre inne seriale też są spoko. Na przykład nowa produkcja anglo-włoska I Medici – Masters of Florence, której pierwszy sezon właśnie niedawno dobiegł końca. I Medici, czyli rodzina Medyceuszy, była jedną z najbardziej wpływowych rodzin włoskiego średniowiecza/renesansu trudniącą się bankierstwem, a od 1434 równiez oficjalnie zarządzającą Florencją. Jak nietrudno się domyślić po tytule, ich właśnie historii poświęcony jest serial, o którym mowa.

Czytaj dalej “I MEDICI – MASTERS OF FLORENCE” – RECENZJA SERIALU

IN PALESTRA – NA WŁOSKIEJ… SIŁOWNI

Był już post, a nawet cały cykl postów, poświęcony jednej z moich wielkich pasji – jedzeniu. Dziś będzie o innej, trochę mniejszej i antagonistycznej do poprzedniej – siłowni. Ćwiczenia na siłowni są moją codziennością, a przynajmniej staram się, żeby tak było ;). I w związku z tym słownictwo na ten temat, to dla mnie słownictwo „życia codziennego”. Tyle że w żadnym repetytorium leksykalnym w rozdziale „życie codzienne” nie ma nic o odcinkach lędźwiowych, brzuszkach, wdechach czy wydechach. Dlatego, mimo że znam włoski bardzo dobrze i swobodnie porozumiewam się nim na co dzień, czasem źle wykonuję niektóre ćwiczenia, ponieważ nie do końca rozumiem polecenia instruktora.

Czytaj dalej IN PALESTRA – NA WŁOSKIEJ… SIŁOWNI

TRZĘSIENIE ZIEMI WE WŁOSZECH – KONCERT CHARYTATYWNY

Niespełna 3 miesiące temu pisałam o tym, jak tragiczne trzęsienie ziemi w środkowych Włoszech pozbawiło życia niemal 300 ludzkich istnień, a dachu nad głową tysięcy rodzin. Pisałam o tym jak obudziłam się w nocy, o tym jak bardzo potrzebna jest pomoc i jak można ją nieść. Dziś ta pomoc jest potrzebna jeszcze bardziej. 30 października miało miejsce kolejne, jeszcze silniejsze trzęsienie ziemi.

Czytaj dalej TRZĘSIENIE ZIEMI WE WŁOSZECH – KONCERT CHARYTATYWNY

PAMIĘTNIK Z PODRÓŻY PO APULII – CZĘŚĆ II: ALBEROBELLO

Nasz drugi dzień w Alberobello nie zaczął się najlepiej. Było po prostu zimno. W tych Włoszech, na tym Południu, gdzie w październiku można chodzić w krótkim rękawku, 6 września było zimno. Pochmurno i wietrznie. Bardzo z tego powodu cierpiałam, gdyż oznaczało to, iż nie wykorzystam tego przepięknego basenu, który przekonał mnie, żeby zostać w Alberobello jeden dzień dłużej. Nie chciałam jednak dać pogodzie satysfakcji i postanowiłam, że przynajmniej poleżę sobie z książką na leżaku. Tak też zrobiłam. Trafiło mi się może nawet łącznie 5 minut słońca.

Czytaj dalej PAMIĘTNIK Z PODRÓŻY PO APULII – CZĘŚĆ II: ALBEROBELLO