NIE TYLKO MAGLIA ROSA, CZYLI CZEGO NIE WIESZ O GIRO D’ITALIA

Dobiega końca 100. edycja jednego z najważniejszych włoskich wydarzeń sportowych – Giro d’Italia, wyścigu kolarskiego dookoła Włoch. Pierwsze Giro d’Italia miało miejsce w 1909 i zasadniczo odbywa się co roku. Tak, dobrze liczycie, gdyby Giro rzeczywiście odbywało sie co roku, setna edycja miałaby miejsce w 2009, a nie 2017. Ta nieścisłość wynika z faktu, że podczas dwóch wojen światowych wyścig ze zrozumiałych powodów nie miał miejsca.

Ale to wszystko możecie sobie wyczytać na polskiej Wikipedii. A ja chciałam Was zaskoczyć, lub nawet zaszokować. Kojarzycie taki charakterystyczny różowy włoski dziennik sportowy La Gazzetta dello Sport? Tak, to ten, z którym starsi (i nie tylko starsi) panowie zasiadają przy barowych stolikach, dyskutując o rozgrywkach piłkarskich. Bowiem La Gazzetta stanowi źródło wiedzy przede wszystkim w dziedzinie piłki nożnej i z tym sportem najczęściej jest kojarzona. Dziś. A uwierzycie, jeśli Wam powiem, że 100 lat temu piłka nożna we Włoszech nie była niczym więcej jak zabawą, sposobem na spędzenie wolnego czasu wśród znajomych? Sport narodowy? A gdzie tam!

Ważniejszym sportem było kolarstwo. Jemu właśnie w głównej mierze poświęcona była początkowo La Gazzeta, która, nota bene, powstała w 1896 roku z fuzji dwóch innych tytułów o tematyce rowerowej, Il Ciclista i La Tripletta. Przez dwa pierwsze lata ukazywała się dwa razy w tygodniu, później trzy. Nie od zawsze była jednak różowa, choć od zawsze miała się wyróżniać. Na początku, aby podkreślić radosny i (sportowo) waleczny charakter tematyki gazety, wybrano kolor zielonkawy. Później zmieniono go na żółty, biały, a ostatecznie, w 1899 różowy. Nie, Włochy nie były tak awangardowym, genderowym krajem. Po prostu biały papier się skończył, a różowy był tańszy. Przynajmniej takie chodzą słuchy, choć według oficjalnej wersji kolor wybrany został na podstawie wyników „badań rynku”.

Tylko co ma piernik do wiatraka? Otóż Giro d’Italia zostało zainicjowane właśnie przez La Gazzettę, która wyprzedziła w tym samym zamiarze znany włoski dziennik, Il Corriere della Sera, zgapiając z resztą po francuskim L’Auto, które wymyśliło sobie Tour de France. 24 sierpnia 1908 roku La Gazzetta wielkimi literami i z wielkim entuzjazmem ogłosiła, że w kolejnym roku odbędzie się Giro. Dwa tygodnie później, 7 września, o wiele mniejszym drukiem ogłoszono, że „Na chwilę obecną wstrzymujemy  temat Giro d’Italia”. Problemem były między innymi pieniądze. Kto miał ufundować nagrody? No chyba nie La Gazzetta, skoro jednym z celów oranizacji wyścigu było zwiększenie sprzedaży tego tytułu. Swoją drogą warto zwrócić uwagę na ten nietypowy mechanizm – zwykle gazety piszą o tym, co się dzieje. A La Gazzetta zorganizowała sobie wydarzenie, żeby było o czym pisać. W każdym razie ostatecznie fundusze udało się znaleźć, również dzięki Il Corriere della Sera, który dorzucił się do puli nagród.

Wiele zmieniło się od pierwszego Giro: waga rowerów – dawniej ważyły 15 kg, dziś 7; długość i czas trwania etapów – zwycięzcy pierwszego etapu ever w 1909, Dario Beniemu pokonanie odcinka Mediolan-Bolonia (397 km) zajęło ponad… 14 godzin! Dziś przeciętna długość etapu wynosi ok. 200 km, a kolarze przemierzają go w mniej więcej 5 godzin.

Zmieniały się również kolory koszulek. Maglia rosa, czyli różowa koszulka lidera wyścigu (której kolor bierze się naturalnie od stron La Gazzetty) została wprowadzona w 1931 roku i oczywiście nie wyglądała tak, jak dziś. Kolory pozostałych klasyfikacji to obecnie biały (dla lidera wśród najmłodszych), niebieski (dla lidera etapów górskich; od kilku lat, wcześniej był to zielony) i fioletowy (a konkretniej cyklamenowy, ciclamino, we wcześniejszych edycjach czerwony dla lidera w klasyfikacji punktowej).

Ale najlepsza historia dotyczy koszulki czarnej, maglia nera, dla kolarza, który plasował się na ostatnim miejscu klasyfikacji, przyznawanej tylko przez 6 lat, od 1946 do 1951. Czarna koszulka została zainspirowana przez postać piłkarza Giuseppe Ticozzelliego, który w 1926 postanowił niezależnie, bez drużyny ani sponsorów, przystąpić do wyścigu, w którym wystąpił w swojej koszulce piłkarskiej (drużyny il Casale), właśnie koloru czarnego. Ticozzelli nie osiągnął spektakularnych rezultatów – ukończył tylko trzy etapy; musiał się wycofać, ponieważ potrącił go motor. Mimo to, stał się pewnego rodzaju symbolem.

Co jednak najciekawsze, maglia nera stała się bardzo pożądanym trofeum. Jeśli nie mogło się być pierwszym, lepiej było zostać ostatnim, niż zagubić się w tłumie czwartych, piątych i dziesiątych. Zwłaszcza, że ostatni w klasyfikacji, poza sympatią kibiców, otrzymywał nagrodę pieniężną. Ale dojechać jako ostatni wcale nie było tak łatwo! Dla niektórych kolarzy stanowiło to osobną rozgrywkę. Sante Carollo i Luigi Malabrocca, na przykład, chowali się w barach i stodołach, a także dziurawili swoje własne opony, żeby tylko stracić jak najwięcej czasu! Cała sztuka polegała na tym, żeby po pierwsze nie dać się odkryć przez bezspośredniego rywala, a po drugie stracić jak najwięcej czasu, ale jednocześnie dotrzeć na metę w granicach czasu regulaminowego (jeśli kolarz dotrze na metę poza regulaminowymi widełkami czasowymi, zostaje zdyskwalifikowany). Z tej „czarnej klasyfikacji” zrezygnowano w 1952 roku po protestach kolarzy, dla których zachowania „ścigających się” o czarną koszulkę były niestosowne i niewiele miały wspólnego ze sportem. Wprowadzono ją ponownie na jeden jedyny raz w 1967 roku z okazji 50. edycji Giro.

Tyle o historii, tyle o ciekawostkach. Ale to, co najpiękniejsze w Giro d’Italia to cudowna, radosna atmosfera. Trzy razy miałam okazję śledzić fragment wyścigu z bliska, na żywo i powiem Wam, że to niesamowite uczucie. Może dotyczy to wogóle wydarzeń sportowych, jako takich, ale to, co robi na mnie duże wrażenie w kolarstwie, to to że w zasadzie wszyscy kibicują wszystkim. Oczywiście, każdy liczy zwłaszcza na przedstawicieli swojego kraju, ale wysiłek każdego jednego kolarza jest doceniany bez względu na narodowość. Jeśli podczas Waszych włoskich eskapad traficie zatem akurat na Giro, warto skorzystać z okazji i rzucić okiem z bliska. A kto nie będzie mógł na żywo – śledzenie wyścigu w telewizji to świetny pretekst do podziwiania pięknej Italii ;).

 

Bibliografia:

 

 

MOŻE ZAINTERESUJE CIĘ TEŻ

  • Magdalena Magdallenna Jerzmano

    No proszę, faktycznie nie wiedziałam … :)