DZIEJE SIĘ WE WŁOSZECH #6

włoskie aktualności
  1. PSYCHOZA W TURYNIE

Słuchy o najgłośniejszym i najbardziej przykrym wydarzeniu czerwca we Włoszech doszły również do Polski, więc tym razem raczej Was szczególnie nie zaskoczę. Mowa oczywiście o, chyba można powiedzieć, psychozie w Turynie.

3. czerwca w sobotni wieczór odbył się finałowy mecz Ligi Mistrzów między Realem Madryt a Juventusem Turyn. 30 tysięcy kibiców oglądało mecz na telebimie w centrum Turynu, na placu San Carlo. Nagle, około godz. 22 dało się słyszeć dwa potężne huknięcia. Jak później zrekonstruowano, jedno było spowodowane wybuchem petardy, drugie zawaleniem się jakiejś metalowej konstrukcji. Tyle, że źródła tych hałasów poznaliśmy dopiero po fakcie. W pierwszej chwili, w dobie tak częstych ataków terrorystycznych w Europie i odczuwanego zagrożenia, pomyślano, że doszło właśnie do takiego ataku… Wystarczyło, by nawet tylko kilka osób krzyknęło, “bomba, bomba!” i wybuchła panika. Tłum rzucił się do ucieczki, tratując się nawzajem, wgniatając w barierki, kalecząc o szkło potłuczonych butelek. Zostało rannych 1527 osób. W turyńskich szpitalach wprowadzono nadzwyczajny stan kryzysowy – taki sam, jaki przewiduje się w przypadku prawdziwych ataków terrorystycznych. 7-letni chłopiec trafił do szpitala, gdzie przebywał w nienajlepszym stanie w śpiączce. Na szczęście już opuścił szpital. Nie było by pewnie jednak tak kolorowo, gdyby nie 20-letni Mohammed i 25-letni Federico, którzy ocalili chłopca, ochraniając go własnymi ciałami.

Podobne szczęście nie spotkało niestety 38-letniej Eriki Proietti, jedynej ofiary śmiertelnej tego tragicznego wydarzenia, która zmarła w wyniku poniesionych obrażeń po około dwóch tygodniach walki o życie.

Czy tragedii można było uniknąć? Jak się okazuje, tak. Trudno poskromić ludzkie emocje, strach i panikę, ale służby porządkowe podczas tego typu wydarzeń powinny być przygotowane na taką ewentualność, by przynajmniej ograniczyć jej skutki. Ale jak się okazuje, nie były. Media donoszą, że w Turynie zabrakło koordynacji, kontroli (ilu rannych można było uniknąć, gdyby dopilnowano, żeby nie wnosić do strefy kibica szklanych butelek?), zabrakło stewardów i planu ewakuacji.

Mimo wszystko szczęście w nieszczęściu, że okazał się to fałszywy alarm…

 

2. KRYZYS MIGRACYJNY TRWA

Drugi temat też raczej nie pachnie nowością, ale wspomnę o nim krótko, ponieważ staje się coraz bardziej gorący, wprost proporcjonalnie do pogody. Napływy migrantów nasilają się jak zwykle w okresie letnim. Od początku roku 2017 do Włoch przybyło 76 873 imigrantów, czyli o 13,43% więcej niż w tym samym okresie w zeszłym roku (źródło).

Czy coś się robi, żeby zaradzić tej sytuacji? Trudno się w tym wszystkim połapać. Włochy ewidentnie sobie nie radzą. Europa pochwala ich wspaniałomyślność, ale one domagają się konkretów. Zagroziły nawet zamknięcie portów dla zagranicznych statków z ocalonymi migrantami, ale pomysł ten raczej nie wejdzie w życie. Niestety nie jestem w stanie podać Wam jakichś większych konkretów, bo z tego co sama się orientuję, takowy chyba nie za bardzo istnieją. Problem, w każdym razie, nie śpi.